NIEZWYKŁA MAMA - zabawy i aktywności na środę 20.05.2020

NIEZWYKŁA MAMA - zabawy i aktywności na środę 20.05.2020

Zabawa Dwie ręce, dziesięć palców (według Krzysztofa Sąsiadka).
Dzieci:
Ja dziesięć palców mam - pokazują obie dłonie z rozłożonymi palcami,
na pianinie gram - naśladują grę na pianinie,
Ja dwie ręce mam - pokazują dłonie,
na bębenku gram - uderzają na przemian dłońmi o uda,
Ja dziesięć palców mam - pokazują obie dłonie z rozłożonymi palcami,
i na trąbce gram - naśladują granie na trąbce,
Ja dwie ręce mam - pokazują dłonie,
i zaklaszczę wam - klaszczą.

SŁUCHANIE OPOWIADANIA

- JAK NASZA MAMA ZREPEROWAŁA KSIĘŻYC

Mama opowiadała, że obudziła się w nocy, bo księżyc świecił jej prosto w twarz.
Wstała z łóżka, aby zasłonić okno. I wtedy usłyszała, że ktoś pochlipuje na dworze.
Więc wyjrzała oknem, ciekawa, co tam się dzieje. I zobaczyła, że księżyc świeci na niebie z bardzo smutną miną,
a po brodzie, osłoniętej małą białą chmurką, płyną mu łzy.
- Co ci się stało? - spytała nasza mama. Dlaczego płaczesz?
- Buuuu! - rozpłakał się wtedy księżyc na cały głos - chciałem zobaczyć, jak wygląda z bliska wielkie miasto,
spuściłem się na dół, zaczepiłem o wysoką wieżę i obtłukłem sobie rożek!
Księżyc odsunął białą chmurkę i mama zobaczyła, że ma utrącony dolny róg.
Wyglądał zupełnie jak nadłamany rogalik.
- Co to będzie! - lamentował księżyc.
- Kiedy zrobię się znów okrągły, będę wyglądał jak plasterek sera nadgryziony przez myszy!
Wszyscy mnie wyśmieją!
- Cicho - powiedziała mu mama. - Cicho, bo pobudzisz dzieci.
Chodź tu na balkon, połóż się na leżaku i poświeć mi, a ja spróbuję wymyślić jakąś radę na twoje zmartwienie.
Księżyc podpłynął do balkonu i ułożył się ostrożnie na leżaku.
A mama założyła szlafrok, pantofle i poszła do kuchni. Cichutko wyciągnęła stolnicę, mąkę, jaja, śmietanę i zagniotła wielki kawał żółciutkiego ciasta.
Z tego ciasta ulepiła rożek, taki, jakiego brakowało księżycowi.
- Siedź teraz spokojnie - powiedziała - to ci przyprawię ten twój nieszczęsny rożek.
Okleiła mama księżycowi brodę ciastem, równiutko, i wylepiła taki sam rożek, jak ten, co się obtłukł.
Potem wzięła jeszcze parę skórek pomarańczowych i tymi skórkami, jak plastrem, przylepiła ciasto do księżyca.
- Gotowe! - powiedziała. - Za kilka dni rożek ci przyrośnie i będziesz mógł te plasterki wyrzucić.
Ale pamiętaj, na drugi raz nie bądź gapą, omijaj sterczące dachy i wysokie wieże.
Przecież mogłeś się rozbić na kawałki!

A JAKI MORAŁ Z TEJ BAJKI ? Mama znajdzie radę na każdy kłopot.

KSIĘŻYC – lepienie księżyca z masy mączno- solnej( możesz również ulepić gwiazdy)

PRZEPIS NA MASĘ SOLNĄ

Rzeczy, których potrzebujesz
* 1 szklanka mąki
* 1 szklanka soli
*około 1/2 szklanki wody
1. Wsyp mąkę i sól do miski. Wymieszaj.
2. Powoli dolewaj wodę, jednocześnie wyrabiając ciasto, aż masa uzyska gładką konsystencję.
3. Masa solna jest gotowa, możesz teraz zrobić z niej różne cudeńka!

Wskazówki
* Jeżeli chcesz zabarwić masę, najlepiej dodaj naturalne składniki, np. kakao, cynamon, kurkumę, paprykę itd.
* Jeżeli doklejasz do siebie oddzielne elementy, posmaruj je odrobiną wody.

JAK POMAGAM MAMIE – oglądanie obrazków, określanie czynności wykonywanych przez dzieci.
A jak ty pomagasz mamie?

ZADANIA DO WYKONANIA

- ODSZUKAJ LITERY- wskazywanie liter potrzebnych do ułożenia wyrazów : mama, tata, siostra, brat, babcia, dziadek.
- KARTY PRACY cz. 4, s.48, 49.

POSŁUCHAJ INNYCH OPOWIADAŃ O MAMIE

JAK NASZA MAMA OBRONIŁA STATEK PRZED BURZĄ

Kiedy byliśmy na wakacjach nad morzem, poznaliśmy rybaków, którzy pływali kutrem rybackim i łowili ryby.
I mama, i my oczywiście też -bardzo chcieliśmy popływać takim kutrem.
Kiedyś mamie udało się uprosić jakoś rybaków i zabrali nas z sobą.
Weszliśmy na pokład, motor zawarczał i kuter odbił od brzegu.
A potem oddalał się od niego coraz bardziej i wkrótce nie było już widać lądu, tylko morze i morze.
Był piękny dzień. Wszyscy zamykaliśmy oczy i wystawialiśmy twarze do słońca, żeby się opalić.
Pewnie dlatego nie zwróciliśmy uwagi na małą, ciemną chmurkę, która pokazała się na niebie.
Zauważyli ją za to rybacy. Zaczęli zbierać się na pokładzie i pokazywać sobie chmurkę palcami.
Potem na pokład wyszedł kapitan kutra. Gdy pokazano mu chmurkę, bardzo się zaniepokoił.
-Ta wstrętna chmurka -powiedział -bardzo mi się nie podoba! Żeby tylko nie było przez nią nieszczęścia!
-Dlaczego? -spytała mama. -Co komu może szkodzić taka mała chmurka?
-Mała -odrzekł kapitan -ale czarna. Z ciemnej, brudnej chmurki robi się potem chmurzysko na całe niebo i burza na morzu.
A kiedy jest burza na morzu, nie zawsze takim statkom jak nasz udaje się cało i zdrowo powrócić do portu.
-A czy myśli pan, że gdyby chmurka była biała, to nie byłaby taka groźna?
-No pewnie! -krzyknął kapitan. -Mała, biała chmurka jest zupełnie nieszkodliwa.
Ale ten brudas -to co innego.
-To trzeba uprać brudasa! -zawołała nasza mama.
-Mogłabym się tym zająć, tylko niech panowie pomogą mi ją złapać, zanim urośnie zbyt duża.
Najlepiej chyba będzie schwytać ją siecią. Rybacy zarzucili więc sieć na niebo i złapali chmurkę.
Teraz wszyscy ciągnęliśmy sieć z całej siły na dół, aż wreszcie ściągnęliśmy ją na pokład.
A mama stała już nad olbrzymią balią, pełną spienionych mydlin.
Wepchnęła chmurkę do balii razem z siecią. Dopóty wygniatała ją i tarła i dosypywała proszku do prania, dopóki mydliny nie stały się zupełnie białe.
-Teraz cię wypłuczemy, moja droga –powiedziała do chmurki.
Rybacy chwycili sieć i zanurzyli ją w morskiej wodzie.
-Porządnie płuczcie! - Komenderowała mama. -Chlup, chlup! W górę i na dół! O, tak, wystarczy! Sieć wyciągnięto na pokład.
Mama wycisnęła chmurkę z wody i roztrzepała ją, aby stała się puszysta.
Robiła tak zawsze, gdy prała nasze sweterki.
-No - powiedziała mama do chmurki -widzisz teraz, że możesz być prawdziwą ozdobą nieba, a nie postrachem marynarzy.
I wypuściła chmurkę na wolność. Mała, wilgotna jeszcze chmurka uniosła się do góry jak balonik napełniony gazem.
Wróciła, teraz już biała jak kłaczek waty, na swoje dawne miejsce na słonecznym niebie.
A my mogliśmy bez obawy płynąć dalej przez morze.

JAK NASZA MAMA ODCZAROWAŁA WIELKOLUDA

Pośrodku naszego miasta jest park. Pośrodku parku – zjeżdżalnia, drabinki i boisko do grania w piłkę.
Tam zawsze chodzimy się bawić.
Aż tu nie wiadomo skąd zjawił się kiedyś w mieście wielkolud.
Od razu zajął cały park dla siebie. Na bramie wywiesił tablicę:
„Nikomu nie wolno tu wchodzić, choćby nie wiem co”.
Całymi dniami wylegiwał się na trawnikach, a wszystkie dzieci musiały bawić się na ulicy.
Któregoś dnia nasz najmłodszy brat rzucił piłkę tak mocno, że przeleciała przez ogrodzenie i wpadła do parku.
Wielkolud złapał ją i nie chciał nam oddać. Wróciliśmy do domu z płaczem.
Wtedy nasza mama wpadła w złość.
– No, nie – powiedziała – ja już dłużej tego znosić, nie będę!
I poszła do parku.
Wszyscy, nawet dorośli panowie, bali się tego wielkoluda. Ale nasza mama – nie.
Podeszła do niego bliziutko i zawołała:
– Nie pozwalam dokuczać małemu dziecku!
A ponieważ zobaczyła, że wielkolud ma kurtkę rozerwaną na plecach, powiedziała jeszcze:
– Taki duży, a wygląda jak obdartus! Jak panu nie wstyd!
Proszę zaczekać, wezmę igłę z nitką i zaszyję dziurę!
Bo naszą mamę okropnie denerwuje, kiedy ktoś jest nieporządnie ubrany.
Więc posłała nas po igłę i nici, przystawiła do pleców wielkoluda drabinę ogrodniczą i zaczęła mu cerować kurtkę.
Szyła, szyła, aż nagle drabina zachybotała się i nasza mama niechcący ukłuła wielkoluda igłą.
– O, przepraszam – powiedziała, bo wielkolud syknął.
Ale wielkolud syczał dalej. Mama zobaczyła, że przez dziurkę zrobioną igłą powietrze ucieka z niego jak z przedziurawionej opony.
Kurczył się i kurczył, a po pięciu minutach stał się zwyczajnym chłopakiem – mniej więcej takim jak ja.
– Bardzo dziękuję! – powiedział do mamy.
– Pani mnie odczarowała! Ja byłem bardzo zarozumiałym chłopcem i ciągle chodziłem nadęty.
Zdawało mi się, że jestem najmądrzejszy, najpiękniejszy i najważniejszy na świecie.
Od tego nadymania robiłem się coraz większy i większy, aż w końcu stałem się wielkoludem.
Z początku podobało mi się to nawet, bo byłem największy i najsilniejszy.
Ale co z tego? Nikt mnie nie lubił, nikt nie chciał się ze mną bawić.
Teraz wiem, że lepiej być zwyczajnym chłopcem i nie nadymać się.
Mogę wrócić do domu. Do widzenia! A tutaj jest piłeczka!
I znów w naszym mieście stało się wesoło i bezpiecznie jak zawsze.
Znów mogliśmy spędzać całe dnie w parku.
Ale od tej pory nasza mama boi się, żeby któreś z nas nie zamieniło się w wielkoluda.
Dlatego ma zawsze naszykowaną miseczkę z mydłem i słomką do puszczania baniek.
Gdy tylko któryś z nas zacznie sobie myśleć, że jest „naj... naj... naj..." i nadymać się – mama daje mu słomkę i mówi:
– Masz, popuszczaj sobie trochę baniek mydlanych.
To ci dobrze zrobi, wydmuchasz z siebie całą zarozumiałość.
Bo zdaje mi się, że jesteś za bardzo nadęty!

środa, Maj 20, 2020